fe548e6f-a719-4f68-b60a-6ff609feadee

Wszyscy  przekonujemy się o tym, że nieustanne roztrząsanie swoich problemów i poszukiwanie intelektualnych rozwiązań nie przynosi po­żądanych skutków. Prowadzi tylko do zapętlenia w nawykowych wzor­cach myślowych. I oczywiście za każdym razem, kiedy myślimy o swoich kłopotach, całe ciało zostaje w pewien sposób wytrącone z równowagi. Czy można samemu przekonać się, że w przypadku problemów psycho­logicznych myślenie o nich i próby znalezienia rozwiązań nie kładą im kresu? Trzeba samemu zbadać ograniczenia myślenia – kiedy jest po­trzebne, bo może coś zdziałać, a kiedy staje się błędnym kołem, z któ­rego trudno się wyrwać.

Czy samo myślenie zdolne jest to pojąć, czy też potrzebny jest uprzedni wgląd – w myślenie i jego ograniczenia? Nie wiem. Niektórzy twierdzą, że myśl potrafi dostrzec własne ograniczenia. Moje doświad­czenie pokazuje, że myślenie potrafi jedynie myśleć o swoich ogra­niczeniach — nie jest zdolne WIDZIEĆ! Myśl nie widzi, tylko myśli! Jednak myśl, która wciąż kręci się w kółko, może zostać dostrzeżona: wgląd wyraźnie ujawnia ją i całą jej daremność. Rozwiązanie problemu leży w dostrzeganiu go – bez dążenia do jego rozwiązania czy usunięcia – w samym widzeniu tego, co jest…

Owo widzenie nie jest takim przyglądaniem się, jakie sobie zazwy­czaj wyobrażamy — któremu zawsze towarzyszy „ja” w roli obserwatora. W to widzenie nic jest zaangażowany żaden widz, żaden świadek, ża­den obserwator. Jest otwarte jak niebo, które ujawnia po prostu to, co jest, bez jakiegokolwiek poczucia oddzielenia czy osądzania.